czol1050c

26 wrzesień – 8 październik 2012 (49-61 dzień)

118

   Kierowca, o dziwo, nie spóźnił się, za to my zaskoczeni jego punktualnością w pośpiechu zbieraliśmy bagaże z hostelu. Obietnica, że szofer mówi trochę po angielsku i że się dogadamy okazała się trochę na wyrost. Togo, poza „thank you”, nie znał ani słowa po angielsku. Szybko jednak ustaliliśmy skuteczny sposób komunikacji, a wyglądało to mniej więcej tak:

„Togo, delgur” (czyli chcemy do sklepu)

„Togo, uus” (czyli, że woda się kończy i trzeba gdzieś nabrać nowej)

„Togo, dżorlog” (chcemy rozprostować kości, zrobić siku, zdjęcie, czyli generalnie wyjść z samochodu)

    Na pytanie ile nam zajmie dojazd w jakieś miejsce, Togo spoglądał z zamyśloną miną na słońce i pokazywał, że jak słońce przejdzie stąd… tam... Z każdym dniem coraz lepiej się rozumieliśmy, a Togo zdaje się, że coraz bardziej rozsmakowywał się w naszych obozowych gulaszach i spaghetti tuńczykowo-pomidorowym.  

  Plan wycieczki przewidywał nie tylko Gobi, ale również co ciekawsze miejsca w centralnej Mongolii. Na nocleg zatrzymywaliśmy się przeważnie w bezdrzewnych obszarach, ale i tak trzy razy udało nam się rozpalić ognisko, w tym raz dogrzewaliśmy się żarem z wielbłądzich kup. Pierwszy nocleg okazał się niestety dość kosztowny. Chłopcy z naszej polsko-szwajcarsko-francuskiej brygady trochę rozpędzili się w zbieraniu suchych gałęzi i uznali, że drzewka, które tam rosną są już martwe, więc można je wyrwać i spalić w ognisku. Nie zdążyliśmy nawet rozpalić, kiedy podjechał do nas strażnik parku (w tym miejscu co prawda parku nie było, ale strażnik jak najbardziej), wylegitymował się i zaczął oglądać to co udało się już nazbierać. Na początku nie przejęliśmy się za bardzo, szczególnie, że nie rozumieliśmy czego do końca dotyczy zarzut, czy że drzewo nie takie, czy też w ogóle ognia nie można palić. Zaczęliśmy się przejmować kiedy strażnik na piasku napisał 300.000 tugrików (około 750 zł) i zaczęło do nas docierać, że nie ujdzie nam to na sucho. Po długich negocjacjach, telefonie do właścicielki hostelu, która załatwiła nam kierowcę, udało się zmniejszyć karę o połowę, a potem jeszcze o 50.000. Strażnik, a jakże, wypisał mandat w dwóch egzemplarzach, po czym zjadł z nami kolację, posiedział przy ognisku z tego zakazanego drewna oczywiście, a nad ranem skontrolował nas raz jeszcze i załapał się na śniadanie. Po tej przygodzie dość nieufnie patrzyliśmy na zbliżające się do obozowiska postaci, a tak się złożyło, że za każdym razem, gdy paliliśmy ognisko, nad ranem zjawiał się jakiś niezapowiedziany gość. Profilaktycznie, w ramach ocieplania stosunków z tubylcami, nie czekając nawet na potwierdzenie czy to strażnik czy inny diabeł, wciskaliśmy przybyszowi kanapkę i kubek z herbatą (no przecież to nie łapówka, tylko zwykła gościnność). Nasze obawy okazały się jednak bezpodstawne. Pierwszy z gości posiliwszy się rozłożył kramik z suwenirami, a kolejny pogadał chwilę z naszym kierowcą, popatrzył na dogasający ogień i odjechał na swym rumaku w siną dal.

    Osiem nocy spędzonych pod namiotami dało nam trochę w kość. Tym razem do babciowych kalesonów dorzuciliśmy jeszcze skarpety z wielbłądziej wełny. Grzały dobrze, ale nocny pustynny chłodek nie poddawał się tak łatwo i lekka trzęsawka przerywała nam błogi sen. Wszystko jednak da się wytrzymać, szczególnie, że brak prysznica przez całą wycieczkę zapewnił dodatkową warstwę izolacyjną. Pozwolicie jednak, że pominę szczegóły...

   I znowu wróciliśmy do Ułan Bator. Przydałoby się kilka dni wytchnienia od pięknych widoków, ale kończy nam się wiza i trzeba ruszać do Chin. 

wroc1 wzor dalej1

 

 

119 
Coraz smaczniejsze mongolskie specjały. Tu chuuszuur (ciasto z drobno krojonym mięsem - smażone na głębokim tłuszczu), sałatka ziemniaczana oraz sutaj czaj.
 
 Na targu jak to na targu mydło i powidło. Już wiemy gdzie się podziali wszyscy kupcy ze "Stadionu X-lecia".
 
Wszystko "very old maj friend".
 
 Świńskie ryje i Andri
 
 Ulubione orzeszki Mongołów
 
 Ruszamy w trasę: od lewej poza nami oczywiście - Andri, Joel, Togo, Gwendal, Konrad, Charlene.
 
Księżniczka w UAZ-owej karecie.
 
 Gdzieś w drodze...
 
 i gdzieś na drodze.
 
 Baga Gazryn Chuluu
 
 Baga Gazryn Chuluu
 
 Baga Gazryn Chuluu - tam w dole mieliśmy pierwszy obóz.
 
 Baga Gazryn Chuluu
 
 Baga Gazryn Chuluu
Obóz nr 1 - Baga Gazryn Chuluu
 
Wojownik czy człowiek w potrzebie?! Mandalgovi
 
 Rozmowa telefonicza - to już bardziej zaawansowana technologia niż komórki. Nowa era nadchodzi.
 
 O swego rumaka trzeba dbać i już!
 
 Sława zdrowo przyp...!
 
 Czas na siusiu w towarzystwie.
 
 Lekcja anatomii w stepie na napotkanym kręgosłupie.
 
 Jeść!
 
 Ulaan Suvraga
 
 Ulaan Suvraga
 
Ulaan Suvraga
 
 Ulaan Suvraga
 
 Ulaan Suvraga
 Obóz nr 2 - Ulaan Suvraga
 
 Mongolscy kosmonauci - zmiana warty o wschodzie słońca.
 
 Ulaan Suvraga
 
 Ulaan Suvraga
 
 Yolyn Am
 
 Yolyn Am
 
 Yolyn Am
 
 Yolyn Am
 
Yolyn Am - orły mają co jeść w tej dolinie.
 
 Yolyn Am - wieczna zmarzlina.
 
Orla dieta - szczeczuszka gobijska. Pełno tych gryzoni, a latają pod nogami jak opętane.
 
 Yolyn Am
 
 Yolyn Am
 
 Yolyn Am
 
 Obóz nr 3 - Park Narodowy Gurvan Saikhan
 
 Koniki o poranku
 
 Park Narodowy Gurvan Saikhan
 
 Chyba poszło o wodę. Źródełko w Bayandalai.
 
 Park Narodowy Gurvan Saikhan
 
 Park Narodowy Gurvan Saikhan
 
 Meee!
 
 Beee!
 
 Khongoryn Els
 
 Trochę pustynnej flory...
 i fauny...
 
 i jeszcze jedno dzikie zwierze.
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
Khongoryn Els
 
 Jadźwing jedyny nie zapomniał o bukłaku na pustyni.
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 A to my!
 
 A to nasze ślady!
 
 Khongoryn Els
 
 2 lata po ślubie!
 
 Khongoryn Els
 
 Obóz nr 4 - Khongoryn Els
 
 Khongoryn Els
 
 Wschód księżyca trzeba było trochę przyspieszyć!
 
 W drodze...
 
 ...kamienne kramiki.
 
 Stacja benzynowa w Bulgan.
 
 Bulgan - źródełko.
 
 Bayanzag - Flaming Cliffs
 
 "Dwa piwa proszę" lub "to nasza druga rocznica ślubu".
 
 Bayanzag - tu wykopano najwięcej kości dinozaurów.
 
 Bayanzag
 
 Bayanzag
 
 Bayanzag
 
 Jajo dinozaura - Sława archeologiem roku!
 
 Bayanzag
 
 Bayanzag
 
 Bayanzag
 
 Dostarczyciele opału na rocznicowe ognisko.
 
 Nawet się wystroiła!
 
 Bayanzag
 
 Obóz nr 5 - Bayanzag
 
 Wino musujące podgrzewało atmosferę!(nie można powiedzieć że to szampan bo byli z nami Francuzi)
 
 Wszyscy w kupie przy płonącej kupie.
 
 Ruiny Ongiin Khiid
 
 Obóz nr 6 - w pobliżu Arvaikheer
 
 Orhon Gol
 
 Przeprawa - Andri sprawdził grunt
 
 Tovkhon Khiid - monastyr ukryty w górach.
 
 Tovkhon Khiid
 
 Tovkhon Khiid
 
 Tovkhon Khiid
 
 Park Narodowy Khangai Nuruu
 
 Park Narodowy Khangai Nuruu
 
 Obóz nr 7 -Park Narodowy Khangai Nuruu
 
 Park Narodowy Khangai Nuruu
 
 Park Narodowy Khangai Nuruu
 
 Orhon Gol
 
 W drodze do Karakorum
 
 fot. Konrad
 
Z Andri (fot. Joel)
 
 Karakorum
 
 Karakorum - Erdene Zuu Khiid
 
 Żółw (wiek XIII) przyjaciel Henia
 
 Jezioro Ogii
 
 Jezioro Ogii
 
 Obóz nr 8 - jezioro Ogii
 
 Rozpędzić towarzycho...
 
 Owczostrada
 
 Powróciliśmy w komplecie :)
Gobijska ekspedycja
 
 Nocne świetlne szaleństwo (fot. Konrad)
wroc1 wzor dalej1


Showcases

Background Image

Header Color

:

Content Color

:

Our website is protected by DMC Firewall!