czol1050c

9–14 październik 2012 (62-67 dzień)

001

    Może to przez kontrast, bo Mongolia, choć piękna, jest taka surowa i zabałaganiona, a może po prostu czasami tak się zdarza, że jakieś miejsce przypada ci do gustu bardziej niż inne. Nam Pekin od razu się spodobał. Przyjechaliśmy z samego rana i już z autobusu jakiś taki spokojny i czysty się wydał. Z tym spokojem to oczywiście bez przesady, bo ludzi, samochodów i wszelkiej maści jednośladów jak mrówków, ale od razu poczuliśmy się tu jak u siebie. No i w końcu po mongolskiej monotonnej i bardzo mięsnej kuchni nasze podniebienia szaleją z zachwytu nad chińskim jedzeniem. Tutejszy „chińczyk” nijak się ma do naszego osiedlowego, chociaż jeszcze niedawno bielański śmierdzibarek wydawał nam się taki pyszniutki. Oczywiście to dopiero początek przygody i przekonamy się jakie przysmaki serwuje się poza stolicą, ale jesteśmy otwarci na eksperymentowanie, w pewnych granicach przynajmniej. Domowych czworonogów jeść nie będziemy! No chyba, że nie będziemy wiedzieć, że na talerzu to nie kuciak, ale Miś, Burek lub Reksio.

    Musimy poczekać na wizę do Indii więc mamy czas na powolne zwiedzanie. Codziennie sporo łazimy, włóczymy się i tak oto, Świątynia Niebios, Letni Pałac, Zakazane Miasto i parę innych atrakcji zaliczone. Na koniec zostawiamy sobie to co warto chyba było zrobić na początku. Wypożyczamy rowery i cały dzień jeździmy gdzie oczy poniosą. Po jakimś czasie już tak ostro nie hamujemy, wpychamy się przed pieszych, zmieniamy kierunki jazdy i pędzimy, pędzimy niczym rodowici Pekińczycy. Doświadczenie uczy nas również, że jak się zobaczy coś ciekawego to trzeba się spokojnie zatrzymać, a nie krzyczeć „Krzysiek, stój!” i dawać po hamulcach, bo inaczej to wiadomo z czego jakiś rower (to jeszcze pół biedy), albo motor garaż ci zrobi. Większość trasy to jednak wąskie i spokojne uliczki starego Pekinu czyli tzw. hutong, więc bez obawy o życie, zdrowie i dobrostan tyłka pedałujemy aż miło.

    Nasze lubienie Pekinu umacnia się, gdy widzimy jak ludzie spędzają tu wolny czas. Bez wstydów i krępacji tańczą w parku albo na placyku przy wyjściu z metra. Wszyscy znają układ, jest pani prowadząca i tylko piosenki się zmieniają, albo po prostu każdy tańczy tak jak mu się akurat podoba. Na różnych skwerkach ćwiczą, kopią „zośkę”, rżną w karcioszki lub grają w domino. A wszyscy w wieku średnim lub dużo późniejszym. Młodzi zdaje się, że nie gustują w takich rozrywkach, albo pracują do późna, o czym może świadczyć zapchane wieczorem metro (chociaż tutaj w metrze chyba o każdej porze jest tłoczno). Przebojem pekińskich barów jest natomiast chłopiec z instrumentem. Taki młodzian śpiewa romantyczne ballady akompaniując sobie na gitarze. Prawie każdy bar ma swoją gwiazdę.

    Mniej przyjemnym zwyczajem Chińczyków jest plucie na ulicach i tzw. strzelanie z przegrody (wtajemniczać nie będziemy). Każde splunięcie poprzedzone jest siarczystym charchnięciem. Można się przyzwyczaić. W końcu, jak mówią, co kraj to obyczaj. Tutaj akurat jest taki.

    W poszukiwaniu innych zwyczajów opuszczamy Pekin. Jeszcze tu wrócimy, szczególnie, że czeka na nas kilka fajnych spotkań i mamy nadzieję, że gotowa wiza indyjska.

wroc1 wzor dalej1

 

 

002
Przeprawa przez granicę mongolsko-chińską. Po przyjeździe do przygranicznej miejscowości wrzucili nas na siłę do samochodu. Kierowca rajdowiec wpychał się między inne gaziki jak mistrz. Było jak w amerykańskich filmach klasy B. Na szczęście wszystko skończyło się pozytywnie a szofera nikt nie postrzelił.
Kolejna noc w środkach komunikacji. Po twardych siedzeniach w kolei transmongolskiej czas na relaks w łóżkach autobusu relacji Erenhot - Beijing.
Blisko naszego hostelu w dzielnicy Dongcheng.
"Jedzcie ryż a będziecie mieć bardziej skośne oczy - a to się może przydać..." (Tata Wicek śpiewa to najlepiej)
Pierwsza wyżerka i od razu milłość do kuchni chińskiej. Pychota!
Ciekawe sąsiedztwo.
Ratunku, oni chcą mnie zjeść!
Ufoludki na skrzyżowaniu. Bell Tower.
Widok na city.
A tu na ulicę Di'anmen oraz na świątynię w Jingshan Park.
Ostre walenie w Bell Tower.
Riksze przy Pekińskiej Wieży Zegarowej.
A tu kierowca wreszcie się opamiętał.
Pluszaczek
Wszędzie szukaliśmy Adriana - z pewnością był tu przed nami i wcinał te racuchowe słodkości.
Przy jeziorku Houhai.
Podążamy ścieżką światła!
Imprezowe jeziorko Qianhai.
Imprezowe jeziorko Qianhai.
Kot na polowaniu w hutong.
Przykład nadętej architektury.
Poranny przegląd prasy przy herbatce.
Parking przed wejściem do metra.
Brama Zhengyang przy Qianmen.
Qianmen
Trzeba coś wtrąbić - na początek słodkie ziemniaki.
Później kukurydziano-jajeczno-warzywne coś.
Ptaszek rozpaczliwie wołał "Michał, Michał, Michał" (albo jak wolą Chińczycy - Ni hao, ni hao, ni hao - czyli "cześć")
Temple of Heaven Park
Temple of Heaven Park
Temple of Heaven Park
Sufity mają rzeczywiście nieziemskie.
Hall of Prayer for Good Harvests
Hall of Prayer for Good Harvests
Pavilion of Double Ring Longevity
Kolejna ciekawa podsufitka.
Trochę relaksu
Hall of Abstinance
Temple of Heaven Park
Hall of Abstinance
Hall of Abstinance
Jeden pocałunek ze smokiem to nie zdrada.
Plac Tien'anmen
Plac Tien'anmen
Zdjęcie z Wodzem
Przednia brama do Zakazanego Miasta
Wejście na osiedle gdzie mieszkają same szychy.
Zbiorowe tańce fintessowe przy stacji metra Dongsi.
"Mój róż, czy nie mój róż?" - czyli szał wyprzedaży!
Na targu PanJiaYuan
Na targu PanJiaYuan - w poszukiwaniu grafiki.
Na targu PanJiaYuan
Na targu PanJiaYuan. Przerwa na skosztowanie ulicznej kuchni.
Na targu PanJiaYuan. Może kupić łapę niedźwiedzią, najlepiej dwie.
Na targu PanJiaYuan
Czerwona książeczka Mao dla każdej nacji.
Trochę staroci
Mistrz kaligrafii z dyplomem. Trochę się naczekaliśmy jak przepisywał "Wlazł kotek na płotek".
Za Mao dostawaliśmy dużo - czyli 1 zł/os. za przejazd metrem.
Pałac Letni - ulica Suzhou.
Pałac Letni - ulica Suzhou.
Pałac Letni - ulica Suzhou.
To jest prawdziwy mistrz! Przystawił nawet trzy pieczęcie na swoim dziele - widzieliśmy na własne oczy!
Trochę modelingu nie zaszkodzi.
Pałac Letni - ulica Suzhou.
Pałac Letni - ulica Suzhou.
Letni Pałac
Letni Pałac
Letni Pałac - widok na stronę północną.
Letni Pałac
Letni Pałac - widok na jezioro Kunming.
Letni Pałac
Korytarz czapeczek
Z cyklu "Wiewióry Świata"...
Letni Pałac - jedna z wystaw.
Letni Pałac
Letni Pałac
Letni Pałac - widok ze świątyni.
Letni Pałac - widok ze świątyni.
Letni Pałac
Letni Pałac
Letni Pałac
Letni Pałac - ciekawy smoczek.
Letni Pałac
Letni Pałac
Pitaya o zachodzie słońca.
17-Arch Bridge
To chyba chińska syrenka.
Kunming Hu
Przed wschodnim wejściem na teren parku Pałacu Letniego.
Ulica przekąsek
Jeszcze ruszały odnóżami, czyli świeżutkie.
A tu wyjątkowo coś jadalnego.
Do wyboru do koloru. (Ola Sz. proszona o nie patrzenie w lewy górny róg).
Śliczne kaczuszki na plaży.
Pachniało okrutnie.
Kolejna ścieżka dla żarłoków.
A my wybraliśmy Hot Pot. Ciekawe doświadczenie.
Hazardowo - domino.
Jedna z uliczek w hutong.
Metro ma zabezpieczenia przed samobójcami. Plastikowe drzwi czekają na przyjazd pociągu.
Kolejka do mauzoleum Mao liczyła chyba kilka milionów osób i wiła się jak wąż.
Czas na Zakazane Miasto.
Posiadówka żołnierzy - pewnie któryś nie odrobił pracy domowej.
Zakazane Miasto - Meridian Gate
Zakazane Miasto
Zakazane Miasto - po prawej Gate of Supreme Harmony
Supreme Harmony Hall
Zakazane Miasto
Jadźwing w Zakazanym Mieście
Zakazane Miasto
Lodowa świątynia
Żółw w Zakazanym Mieście
Imperial Garden
Ściana Siedmiu Smoków
Zakazane Miasto
Chińczycy wszędzie śpią, szczególnie w pracy. Tu oryginalny sposób - chwyt za nos!
Mimo końca lata roślinność wciąż tu jest bardzo bujna.
Widok na Zakazane Miasto ze świątyni w parku Jingshan.
Widok na Bei Hai ze świątyni w parku Jingshan.
W tle Zakazane Miasto.
Park Jingshan
Park Jingshan
Szwędanie się po hutongu.
Pangu 7 Star Hotel
Obiekty olimpijskie - pływalnia Water Cube.
Obiekty olimpijskie - National Stadium.
Pamiątka po olimpiadzie.
Obiekty olimpijskie - znicz ze stadionem narodowym.
Obiekty olimpijskie - na ścianie były wyryte nazwiska wszystkich medalistów (również paraolimpiady).
Popis na szosie czyli dzień na rowerach.
Miejsca naprawy jednośladów są niemal na każdej ulicy.
Uliczki hutongu.
Jednoślad z GPSem.
Uliczki hutongu.
A tu nowe budynki w hutongu.
Pyszna przystawka na zimno.
Nasze wehikuły
Guo Shoujing Memorial Hall
Jedna z gwiazd nad imperezowym jeziorem.
Zakazane Miasto za murem.
Zakazane Miasto i my.
Przed bardzo niebezpiecznym zakrętem.
 Wszystkie duże ulice mają wydzielone miejsce dla rowerzystów, których jest tu całe mnóstwo. A że była niedziela to mieliśmy naprawdę komfortowe warunki podróży.
wroc1 wzor dalej1

 



Showcases

Background Image

Header Color

:

Content Color

:

Our website is protected by DMC Firewall!